Zaraź się koszykówką 2012 – turniej koszykówki

9 września 2012 – tego dnia odbyła się trzecia edycja turnieju „Zaraź się koszykówką”, który z roku na rok jest coraz lepszy i już teraz można zaliczyć go do najlepszych turniejów koszykówki ulicznej w Polsce! Biorąc poprawkę na tempo rozwoju imprezy, ZSK już lada rok może stać się absolutnym topem wśród tego typu wydarzeń w naszym kraju. Bardzo mocno trzymam za to kciuki!

Dla organizatorów trzecia, a dla mnie druga edycja „Zaraź się koszykówką” była dniem intensywnego fotografowania. Od rana do wieczora na pełnych obrotach. Czy zmęczony? Tak, ale w ten bardzo pozytywny sposób, bowiem reportaż jest tą dziedziną fotografii, którą kocham najbardziej. Znane porzekadło rzecze, że nie ma róży bez kolców. Nie znam się na kwiatach, ale nauczyłem się skupiać na fajnych rzeczach, omijając kolce. Super nie? Też tak uważałem, ale czasem kolce bywają bardzo upierdliwe i same mnie znajdują.

Popalić dały mi nowiutkie spodnie, kupione specjalnie z myślą o tym turnieju. Niby firmowe, niby wytrzymałe, ale w pewnym momencie materiał (nie szycie) pękł na długości od pasa do kolana. Na szczęście miałem długą koszulkę polo i zasłaniała ona dużą część dziury, dzięki czemu nie musiałem robić sensacji z moich galotów i udało się dociągnąć do końca turnieju. Tylko kilku osobom „pochwaliłem się” moimi nowymi super portkami; pośmialiśmy się, ale mi naprawdę było wesoło, bo skoro już pękły i nic z tym nie da się zrobić, to przynajmniej cieszyłem się ze świetnej wentylacji :) Po turnieju oddałem spodnie do reklamacji, którą na szczęście bez problemu uznano.

No, tyle o garderobie, teraz jeszcze słówko o turnieju :) Oprócz samych rozgrywek turniejowych nie zabrakło innych atrakcji. Organizatorzy zadbali o to, aby każdemu zaserwować coś ekstra. Była więc zwyżka (samochód z podnośnikiem), z której można było podziwiać panoramę miasta i oglądać mecze z góry. Były zabawne konkursy: „rzut świnią” i turniej w „papier, nożyce, kamień” :) Nie zabrakło też pokazów: rowerowy show zaserwował Krystian Herba (autor rekordu Guinessa), freestylu w wykonaniu grupy Flow Fever i pokazu ekipy Yclan (freerun). Imprezę prowadził Kacper „Kacpa” Lachowicz – genialny konferansjer, który finał „papier, nożyce, kamień” potrafił nakręcić do tego stopnia, że jakiś przypadkowy przechodzień mógł pomyśleć, że oto jest świadkiem finału BOTY albo innej znanej imprezy o globalnym zasięgu :)

Ale największym, niekwestionowanym przez nikogo hitem dnia okazał się, numer, jaki Adam – jeden z organizatorów – wywinął swojej dziewczynie i wszystkim zgromadzonym. Podczas pokazu koszykarskich tricków z grupy obserwujących go osób wywołana została Marta – dziewczyna Adiego – by użyczyć palca, na którym któryś z panów z Flow Fever zakręci piłkę, by pokazać, że może ona zawirować na palcu każdego. Kiedy Marta z wyprostowanym palcem czekała na piłkę, przed nią pojawił się Adam… z pierścionkiem. I umieścił go tam, gdzie wszyscy spodziewali się zobaczyć piłkę. No i klasyka: on na kolanku, ona jemu na szyję, ściski, buziaki i owacja od tłumu obserwujących tę scenę osób :)

Krótko mówiąc: moc atrakcji. A żeby w poszukiwaniu jadła nikt nie musiał opuszczać „Orlika” i przegapiać kolejnych punktów programu, obok boiska stał samochód „auto pizza”, w którym każdy mógł zamówić sobie pizzę (lub coś mniejszego kalibru, np. zapiekankę), dorzucić coś do picia i skonsumować to przy stoliku obok. Jednym słowem: kulturka :) Aż nie mogę się doczekać kolejnej, czwartej już, edycji ZSK. Ciekawe, co w tym roku wymyślą organizatorzy.