Vocal Holiday Program 2013 – o obozie po obozie z perspektywy fotografa

Tegoroczna edycja obozu dla artystów wokalistów Vocal Holiday Program była pierwszą, w której miałem okazję uczestniczyć. Organizator obozu – stowarzyszenie Natural Voice Perfection, z którym już wcześniej miałem przyjemność współpracować – zaprosiło mnie na Vocal Holiday Program, powierzając mi zadanie wykonania fotoreportażu z obozu – z zajęć i z koncertów.

Choć nie wiedziałem za bardzo, jak taki obóz wygląda i co mnie na nim czeka, to nie jechałem nań jednak jak na ścięcie. W końcu moją misją był fotoreportaż, a przecież ta dziedzina fotografii jest moją ulubioną, w której czuję się dobrze i swobodnie co najmniej tak, jak ryba w wodzie. Naładowany pozytywnie, z fajnym dreszczykiem emocji i z rosnącym w miarę zbliżania się do celu poziomem adrenaliny, przybyłem do ośrodka „Papiernik”, który przez dwanaście dni był bazą Vocal Holiday Program 2013.

Dwanaście dni, podczas których widziałem wszystko: zajęcia grupowe, zajęcia indywidualne, przygotowania do koncertów, koncerty, czas wolny… Byłem świadkiem wielu emocji, przeogromnej dawki „chcenia” u każdego z uczestników, ogromnego zaangażowania nauczycieli… Widziałem, jak ci wszyscy ludzie harują, aby jak najwięcej przekazać i wywieźć z obozu.

Jedna scena bardzo mocno utkwiła mi w pamięci. Pewna dziewczyna, uczestniczka obozu, miała bodajże ostatnie zajęcia z ruchu scenicznego, na których uczyła się, jak ma zachowywać się na scenie podczas koncertu finałowego. W pewnym momencie pękła: rozkleiła się, z oczu poleciały łzy i zaczęła szlochać, że nie da rady, że to za trudne i za dużo na nią, że nie ogarnie, że się pogubi… Odszedłem nieco dalej, odłożyłem aparat i z boku przyglądałem się tej scenie. Aneta (choreograf) przytuliła dziewczę i uspokajała tłumacząc, że przecież nie musi wszystkiego. Że nauka na tym obozie jest bardzo intensywna, ogrom przekazywanej wiedzy to zapas na cały rok i absolutnie nikt od niej nie wymaga tego, aby już następnego dnia, podczas koncertu błyszczała wszystkim, czego nauczyła się z zakresu aktorstwa, interpretacji, emisji głosu, akcentu, ruchu scenicznego… Na przyswojenie tej wiedzy ma cały rok, a teraz niech po prostu śpiewa tak, jak na tę chwilę ją stać. Dziewczyna otarła łzy, zebrała się w sobie i zaśpiewała tak, że bez słowa gapiliśmy się z Anetą na siebie, pokazując tylko, w którym miejscu mamy ciary.

To cała esencja obozu Vocal Holiday Program. Ogrom wiedzy, wielkie zaangażowanie wszystkich, olbrzymie ambicje i wybitne chęci doskonalenia się z taką intensywnością, jak to tylko możliwe. A przy tym zajebista atmosfera i wielkie, wzajemne wspieranie się uczestników VHP…

To był wspaniały obóz! Wspaniali ludzie, wspaniali artyści, wspaniałe koncerty we wspaniałych salach! Wspaniałe są teraz wspomnienia i ogromne apetyty na kolejny obóz. Ciężka praca w świetnej atmosferze sprawiła, że wiele osób bardzo się ze sobą zżyło, nawiązały się przyjaźnie, a w wielu głowach kiełkowały te same pomysły: zostać w Szczawnicy jeszcze trochę, w tym samym miejscu i w tym samym towarzystwie, na własną rękę, na kilka dni. Żal było rozstawać się i wyjeżdżać. Niestety, obóz się skończył, a na każdego czekały już obowiązki szkolne lub zawodowe.

A co dla mnie? Poznałem wielu bardzo fajnych i ciekawych ludzi, niektórych z nich znałem dotąd jedynie z mediów. Dowiedziałem się, jak wiele rzeczy wygląda „od kuchni”, zrobiłem mnóstwo zdjęć w różnych warunkach i okolicznościach, dzięki czemu mój fotograficzny warsztat też bardzo wiele zyskał. Jeszcze raz to napiszę: wspaniały obóz, cholernie owocny dla każdego z uczestników!

Zapraszam teraz do obejrzenia zdjęć z obozu. Podzieliłem je na dwa zestawy: zdjęcia z zajęć i zdjęcia z koncertów. Oto linki: